do góry
Strona główna Aktualności Kardiolodzy Inwazyjni

Aktualności

Czas na odbudowę etosu polskiego kardiologa inwazyjnego!

15 02.2016r.
Jacek Legutko
Jacek Legutko

Niedawno uświadomiłem sobie, że minęło ponad 20 lat, od kiedy wykonałem pierwszą samodzielną koronarografię. Do dzisiaj pamiętam ogromną radość, satysfakcję i dumę, która mi wtedy towarzyszyła.

Czułem, że dzięki moim mistrzom i nauczycielom, prof. Jackowi Dubielowi i ówczesnemu doktorowi Krzysztofowi Żmudce, w moim życiu zawodowym rozpoczyna się coś ważnego, niezwykłego i wspaniałego. Coś, dzięki czemu będę mógł zrealizować swoje ambicje lekarskie i naukowe oraz godnie utrzymać rodzinę. Nie przeszkadzało mi zupełnie, że czasem trzeba było spędzić trzy dni w pracowni, żeby móc wykonać jeden zabieg. Przyglądanie się pracy starszych kolegów, budowanie doświadczenia w oparciu o ich sukcesy i niepowodzenia było na tamtym etapie równie ważne, a może nawet ważniejsze, niż samo ćwiczenie własnych umiejętności.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku kardiolodzy inwazyjni w Polsce stanowili stosunkowo nieliczną, ale zwartą grupę zawodową, a przynależność do tego grona gwarantowała szacunek i podziw ze strony innych lekarzy i pacjentów. Na co dzień konkurując między sobą w ważnych momentach, byli w stanie się jednoczyć w walce o wspólny interes i rozwój dyscypliny. To nas, młodych lekarzy, motywowało do wytrwałości i nieustępliwości w dążeniu do nabycia umiejętności i ciągłego rozwoju, przez wiele lat bez adekwatnej satysfakcji fi nansowej. Dobrze pamiętam niekłamany entuzjazm mój i moich rówieśników, kiedy z rąk profesora Żmudki i ówczesnego docenta Dariusza Dudka odbieraliśmy pierwsze certyfi katy stanowiące przepustkę do samodzielnego wykonywania zabiegów. Była to dla nas ogromna nobilitacja, ale i odpowiedzialność. Było nas mało, więc nikt nie był anonimowy. Wszyscy liczyliśmy się z tym, że owoce naszej pracy oraz cała nasza postawa będą poddawane wnikliwej ocenie innych. Często bardzo krytycznej ocenie…

Początek XXI wieku przyniósł kolejny cud nad Wisłą, jakim jest niewątpliwie dynamiczny i wszechstronny rozwój polskiej kardiologii inwazyjnej, także w kontekście międzynarodowym. W ciągu zaledwie jednej dekady dogoniliśmy, a w zakresie leczenia ostrych zespołów wieńcowych przegoniliśmy świat. Nasz dorobek naukowy i lekarski zaczął być dostrzegany i doceniany w Polsce i na świecie. Rosnące zapotrzebowanie na nasze usługi sprawiło, że jak na polskie warunki zaczęliśmy bardzo dobrze zarabiać. Tak nam to wszystko zawróciło w głowach, że być może straciliśmy na moment kontakt z rzeczywistością. Uwierzyliśmy, że jesteśmy jedyni, najwspanialsi, najmądrzejsi i niezastąpieni. Tymczasem nasze otoczenie zaczęło na nas patrzyć z nieco innej strony…

Zaprzyjaźnieni kardiolodzy nieinwazyjni zadali mi ostatnio pytanie, czy wiem, jaka jest różnica między Bogiem a kardiologiem inwazyjnym? Ponieważ nie wiedziałem, to z nie lada satysfakcją i radością mnie uświadomili: „różnica jest taka, drogi Jacku, że Bóg nie myśli, że jest kardiologiem inwazyjnym!”… Zacząłem się śmiać, chociaż w głębi serca poczułem głęboki smutek. Od razu przypomniałem sobie inny dowcip, który od jakiegoś czasu krąży po Krakowie i bardzo dobitnie odzwierciedla obiegowe opinie o naszym środowisku. Otóż pewien starszy jegomość, idąc wieczorem krakowskimi Plantami zobaczył pijaczka śpiącego na ławce. Podszedł do niego, poszturchał go po ramieniu i mówi: „nie śpij tutaj, bo ci stenta wszczepią!”.

Dopełnieniem smutnego obrazu potocznych opinii o kardiologach inwazyjnych w Polsce jest dla mnie wspomnienie z wykładu, którego miałem kiedyś okazję wysłuchać w Collegium NovumUniwersytetu Jagiellońskiego. Otóż bardzo szanowany przeze mnie do dnia dzisiejszego Pan Profesor i wykładowca w pewnym momencie zboczył nieco z zasadniczego nurtu swojej wypowiedzi i zaczął zadawać słuchaczom zagadki motoryzacyjne. „Czy wiecie Państwo, pyta Pan Profesor z fi luternym uśmiechem, jakim samochodem jeździ specjalista od prewencji? škodą fabią! A kardiolog zachowawczy prowadzący prywatną praktykę? toyotą corollą lub volvo s40! A jakim samochodem jeździ kardiolog inwazyjny? Tutaj Pan Profesor na dłużej zawiesił głos, budując odpowiednie napięcie wśród słuchaczy, a następnie wypalił, Co najmniej BMW, audi lub mercedesem!”. Ten dla większości zgromadzonych słuchaczy zabawny przerywnik w wykładzie o prewencji incydentów sercowo-naczyniowych miał uświadomić wszystkim, dlaczego kardiologia inwazyjna w Polsce odniosła sukces, a w prewencji dzieje się nie najlepiej… Otóż wszystko zależy od kasy! Chciałem zapytać Pana Profesora, a co z tym ciągłym stresem i napięciem wynikającym z nieustannej odpowiedzialności za cudze życie? Co z setkami nieprzespanych nocy, tysiącami godzin spędzonych w fartuchu ołowiowym pod lampą rentgenowską? Co z dziesiątkami tysięcy kilometrów przejechanych w drodze na oraz z dyżurów? Czy ma to dla niego jakieś znaczenie? Czy da się to przeliczyć na pieniądze? Czy w ogóle warto próbować to przeliczać? Chciałem, ale nie zapytałem. Dlaczego?

Uświadomiłem sobie, że od czasu, kiedy zaczynałem karierę kardiologa inwazyjnego wiele się zmieniło. Dzisiaj już mało który młody adept kardiologii inwazyjnej stoi godzinami za ołowianą szybą, żeby móc dostąpić zaszczytu asystowania swojemu mistrzowi w zabiegu. Szkolący się lekarze częściej patrzą na zegarek, niż na monitory i ręce operatorów. Otaczający nas system jednorodnych grup pacjentów zamienia sztukę leczenia pacjenta w realizację procedur medycznych. Na walne zgromadzenia AISN PTK uczęszcza 5–10% członków Asocjacji. Wynika z tego, że dla większości z nas jest zupełnie obojętne, co się wokół dzieje, czy nasi przedstawiciele będą reprezentowali nasze interesy w Zarządzie Głównym PTK, czy też w Zarządzie EAPCI ESC. Niewątpliwy dobrostan i błogostan, w którym funkcjonujemy sam się przecież stworzył i jest wieczny! Nic dziwnego, że środowisko zewnętrzne przestało nas podziwiać i zaczęło opowiadać dowcipy na nasz temat… Czas na odbudowę etosu polskiego kardiologa inwazyjnego! Pracowitego, dobrze wykształconego, stale podnoszącego swoje kwalifi kacje lekarza. Człowieka czującego dumę z przynależności do elitarnego grona kardiologów inwazyjnych, ale jednocześnie okazującego szacunek innym i zawsze gotowego na współpracę z otoczeniem. Tylko wtedy odzyskamy szacunek oraz należną nam pozycję w środowisku kardiologicznym. Czego sobie i wszystkim nam z całego serca życzę.

Prof. Jacek Legutko
Przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych

kategoria: Powiązane pliki [1]
format Nazwa pliku Data publikacji Rozmiar Pobierz
pdf Inwestycja w jakość, naukę i innowacje naszą gwarancją na dalszy rozwój kardiologii inwazyjnej w Polsce! 16-04-20 10:17 185.12KB pobierz plik: Inwestycja w jakość, naukę i innowacje naszą gwarancją na dalszy rozwój kardiologii inwazyjnej w Polsce!